|
Ja, vi elsker dette landet - Tak, kocham ten kraj
poniedziałek, 05 stycznia 2009
Sekret
Niespodziewanie w Łodzi. W piątek wieczorem zmarła moja ciotka, siostra matki. Miała tylko 62 lata. Zasnęła z książką w ręku i już się nie obudziła. Wylew. Przylecieliśmy z matką wczoraj. Jedyne połączenie jakie znaleźliśmy to te z przesiadką w Moskwie. Matka pije i płacze. Ja nie mogę uronić nawet łzy, choć ciotka była mi bardzo bliska. Mieszkałem u niej przez prawie półtora roku mojego pobytu w Polsce. Zaprzyjaźniłem się z nią i jej, starszymi ode mnie, dziećmi. Pogrzeb w środę.
wtorek, 30 grudnia 2008
Karuzela z gejami
Tomek przypomniał mi o blogu. Byłem tu już kilka razy w ciągu kilku miesięcy. Próbowałem coś napisać. Naprawdę chciałem ale słowo po słowie, zdanie po zdaniu, akapit po akapicie wszystko wydawało mi się inne niż miało być. Zresztą nic nie jest tak jak być powinno. Z moim polskim, którego używam bardzo rzadko, też. Święta w domu. W Oslo. Tu wszystko po staremu, jakby świat zapomniał o tym miejscu. Ale czas idzie do przodu. Rodzeństwo urosło, Sigrid jest wyższa od mojej matki, została modelką. Kiedy ona tak urosła? Trogve stał się obcy dla wszystkich. Zamyka się w swoim pokoju i słucha muzyki. W ciągu kilku dni widziałem go kilka razy. Wychodził ze swojego pokoju tylko na popołudniowe posiłki. Moje pytania zbywał krótkimi odpowiedziami i wracał do swojego świata. „Sanki są dla małych dzieci” – powiedział, kiedy chciałem wyciągnąć go na sztuczny stok. W głowie mu tylko hokej. Nowe łyżwy, prezent ode mnie, nie spodobały mu się. „Ten model był modny w zeszłym roku, teraz wszyscy jeżdżą na innych”. Za to Sigrid ucieszyła się z ogromnej kosmetyczki wypełnioną różnymi specyfikami. Gdzieś zgubił się jednak ten spokój, który panował tu jeszcze rok temu. Rodzice zajęci interesami i zabiegani. Podobnież kryzys gospodarczy, o którym tak dużo się mówi, pokazał im zębiska, ale nie ugryzł. Inwestorzy przestraszyli się spekulacji i wycofali część swoich kapitałów z różnych przedsięwzięć. Wszyscy trzymają się jednak dobrze. Rodzice wiedzą jak prowadzić swoje biznesy.
poniedziałek, 16 czerwca 2008
Przeimprezowany
Głowa mi pęka drugi dzień. Za
dużo alkoholu. Za dużo wrażeń. Pojechaliśmy z Martinem na imprezę surferów.
Uroczy domek przy plaży, przystojni faceci, kilka dziewczyn, muzyka. Pokręciłem
się trochę wśród tłumu, kilka drinków później rozpocząłem czarowanie, jakieś
rozmowy, dałem się wprowadzić w świat surfingu i z miną pilnego ucznia
przyjąłem niezbędne wskazówki dla początkujących. Dla Australijczyków pół
Norweg, pół Polak to mieszanka bardzo egzotyczna. Niemal jak pingwiny w Afryce.
Dziwne, bo Anglik w Sydney nie jest dla nikogo żadnym zaskoczeniem, choć Londyn
leży dalej niż choćby Oslo. Łapałem wzrokiem przystojnego
młodzieńca – niższy ode mnie brunet, szczupły, z pięknie zarysowanymi
mięśniami, o czarnych oczach i chłopięcej twarzy. Jak się później okazało, był
ode mnie dwa lata starszy. Lucas. Miałem na niego ogromną ochotę. Poznać to
ciało, sprawdzić go w łóżku, w kuchni, łazience. Potańczyliśmy, pogadaliśmy,
głaskałem go po włosach , później pocałowałem. Znikł gdzieś na moment. Zabawa w
kotka i myszkę? Zacząłem poszukiwania. Znalazłem go w łazience – palił trawkę z
jakimiś typami. Nie znam się na trawce, ale zapach był inny niż pamiętałem.
Uśmiechają się zapraszająco. Dziękuję, odmawiam. Biorę Lucasa za rękę i
wyprowadzam go na zewnątrz. Wyglądał tak słodko z zamulonym spojrzeniem, ruszał
się jakby fruwał, delikatność jego ruchów była zniewalająca. Później już
odleciał. Nie ruszał się, nie mówił, skulił się na ziemi i nie chciał/nie mógł
wstać. Przestraszyłem się. Podniosłem go z dwoma chłopakami i wsadziliśmy do
taksówki. Nikt nie wie, gdzie mieszka. W portfelu znalazłem legitymację członkowską
klubu surfingowego. Jedziemy na wskazany adres. Po drodze półprzytomny podnosi
głowę, wyjmuje z kieszeni klucze i podaje inny adres. Zawracamy, bo to w
przeciwnym kierunku. Zatrzymujemy się. Rzyga. Przeprasza i dziękuje w potoku
innych niezrozumiałych słów. Odwożę go do domu, patrzy na mnie prowokacyjnie,
odpina koszule i dobiera się do moich spodni. Długo majstruje przy rozporku.
Muszę do łazienki, zostawiam go na moment. Chwilę później śpi, przenoszę go do
łóżka i przykrywam kocem. Zostawiam na kartce mój numer telefonu komórkowego.
Wychodzę.
piątek, 13 czerwca 2008
Leń
„Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień”. Brzechwa. Zawsze
aktualny w czasie trwania egzaminów. Zna ktoś jakieś lekarstwo na lenistwo? A
może jakieś studia bez egzaminów? Przeprowadzę się w każdy zakątek świata. Na
szczęście australijski system nauczania pozwala zdawać egzaminy w każdym
dowolnym czasie trwania studiów. Tu nikt nigdy nie słyszał o powtarzaniu sesji.
Zabawne! A ile trzeba było się natrudzić w Łodzi, żeby uprosić kilka tygodni
więcej na powtórki. Pogoda jest piękna. Gorąco. Martin uczy mnie surfingu. Jedyny
plus tych lekcji to możliwość popatrzenia na umięśnionych chłopaków. Martin
zaprasza mnie na imprezę surferów-gejów. Spotykają się co jakiś czas – piją,
trenują i oczywiście się pieprzą. Też chce mi się pieprzyć – pójdę. Chcę wynająć nowe mieszkanie, a właściwie dom. Oglądałem
wczoraj kilka ciekawych propozycji – jeden lepszy od drugiego. Teraz mieszkam w
centrum miasta, sam w pięciu pokojach. Wysoko, elegancko i drogo. Mama wybrała
to mieszkanie. Ona je umeblowała. Pamiętam, że nie miałem siły niczym się
zająć. Nie chciałem się niczym zajmować. Znów mi się przypomina. Bartek. Chcę
mieć swój kąt, blisko oceanu, daleko od centrum, daleko od świata.
piątek, 06 czerwca 2008
Znów
Australia-Norwegia.
Sydney-Oslo. Tak powinien nazywać się teraz mój blog. Zostawiłem Łódź daleko za
sobą. Chciałem jak najdalej. Zostawiłem wszystko, co mnie łączyło z tym
miastem. Musiałem. Inaczej spaliłbym je całe. I wszystko jego wina. Nie umiał
trzymać penisa w spodniach. Nie wybaczyłem mu. Nie wybaczę mu nigdy. Mówią, że
jestem tchórzem, ale myślę o sobie jak o bohaterze. Jestem odważny, rzuciłem
wszystko – sprzedałem dom, sprzedałem co się dało, resztę rozdałem, porzuciłem
studia, zostawiłem przyjaciół i znajomych – wyjechałem. Ot, miłość. To tylko
miłość. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||